(...) Ale Veroniq nie tylko fotografuje śliczne, zgrabne
i młode dziewczyny. Ma ostatnio jeszcze inną pasję, która nazywa rodzajem fototerapii. Przychodzą
do niej kobiety, które mają za sobą trudne przeżycia. Na przykład choroby nowotworowe, wylewy, zawały. Albo rozwody, śmierć bliskich, rozstania.
Nie są młode, nie są piękne. Często wstydzą się tego, jak wyglądają nago.
- O nie, są piękne - zaprzecza artystka. - Ja to w nich widzę i wydobywam, czasem nawet wbrew nim samym. Robię im zdjęcia po to, żeby zobaczyły,
jakie są naprawdę, jak są czarujące.
Ani one, ani ja nie chcemy sztucznych upiększeń. Chcą zobaczyć, jak artysta widzi ich ciało. A ja dziękuję, że chciały być moimi modelkami.
Czasem kobiety same nie wiedzą, dlaczego zdecydowały się na taką sesję. Pozują nago, muszą przezwyciężyć wstyd, niepewność, lęk przed oceną.
A jednak coraz częściej się zdarza, że chcą mieć taką sesję. - Wszystko zostaje w umyśle i odbija się blizną, którą jest ciało. Nieunikniony cykl życia
i przemijania, historia tego, co odbiło na nas piętno - mówi Veroniq. Przychodzą kobiety molestowane seksualnie,
po operacjach nowotworowych piersi. - Są bardzo niepewne, a to przeszkadza im w życiu w każdej dziedzinie. Bardzo trudno podnieść im się z takiego przeżycia, uwierzyć w siebie - opowiada Veroniq. - A przecież nie przestały być kobietami, nadal są pociągające, zmienił się tylko kawałek ich ciała. Sposób myślenia o sobie i traktowania siebie. Najpierw są spięte, zamknięte w sobie, ale później atmosfera się ociepla.
Nie ma modnych ubrań, grubej warstwy makijażu, nieszczerych min. - Tylko prawda o sobie i szczera odpowiedź - mówi Veroniq -
Kim jestem, jaką wartością i pięknem? Uwielbiam, kiedy to czują dzięki sesji. Dodaje, że dzisiejsze kobiety są zmaltretowane tym, co widzą
na okładkach czasopism. Presją nieskazitelnej piękności. A czy taka w ogóle istnieje? - Przekonuję, że są wyjątkowe. Nigdy nie zdarzyło mi się odmówić. Nie liczy się wiek, choroba. Dla mnie zawsze są artystycznym wyzwaniem - tłumaczy fotografka. Kiedy kobiety odbierają u niej zdjęcia z nagiej sesji, reagują różnie. Czasem są zachwycone, kiedy indziej speszone. - Sesja u artysty fotografa to dla nich także próba - przyznaje Veroniq. - Ale wiem,
że gdy ją przejdą, są silniejsze. Cieszę się, że mogłam je poznać. Nie leczę dusz, ale daję im chwilkę na lepsze traktowanie siebie, swojego ciała. Szacunku do zmarszczek, blizn i do tego, że piękno jest w każdym.
Grażyna Kuźnik 11 listopada 2012, DZIENNIK ZACHODNI
Od początku
(...) Podwójna laureatka. Miniony tydzień okazał się wyjątkowo słoneczny dla Veroniq Zafon – bytomskiej artystki zajmującej się fotografią.
W środę uhonorowana została medalem i tytułem Bytomianki Jesieni. Natomiast w sobotę prezydent Bytomia wręczył
jej Muzę,
czyli miejską nagrodę w dziedzinie kultury. Veroniq Zafon to pseudonim artystyczny. Urodziła się, mieszka i tworzy w Bytomiu.
Jako nastolatka pisała wiersze i publikowała je w wydawanym wówczas przez Miejską Bibliotekę Publiczną piśmie literackim młodych „Aves".
W wieku 18 lat zainteresowała się fotografią.
W tej dziedzinie odniosła sukces i szybko wypracowała swój własny rozpoznawalny styl.
Fotografuje akt kobiecy w technice czarno-białej. Popularność przyniosły jej kalendarze realizowane na zlecenie firmy zajmującej się... handlem złomem. Ciała kobiet fotografowała właśnie na tle przedmiotów wydobytych
ze złomowiska – łańcuchów, starej wanny oraz urządzeń do gniecenia metalu. Jej modelkami były tancerki o ciałach niezwykle szczupłych i gibkich.
To połączenie przyniosło niezwykły efekt artystyczny. Kalendarze Veroniq Zafon stworzone dla firmy Olmet okrzyknięte zostały polską odpowiedzią
na słynne w świecie kalendarze Pirelli. Veroniq Zafon publikowała swoje fotografie w wielu prestiżowych pismach – zarówno branżowych
(„Niezależny Magazyn Kreatywnej Fotografii"),
jak i komercyjnych – na przykład w „Vivie" i „Playboyu". Zdobyła wiele nagród – m.in. w zorganizowanym właśnie przez „Playboya" konkursie „Fotoerotica". Równocześnie włączała się w wiele działań społecznych. Swoje prace ofiarowywała na różne aukcje charytatywne. W bytomskim Gimnazjum nr 1 prowadziła warsztaty fotograficzne dla uczniów klasy aktywności twórczej. Angażowała się w pomoc dla Hospicjum Miłosierdzia Bożego w Gliwicach. Wspierała również akcję na rzecz pomocy dla Szymona Szpaka – ucznia bytomskiej Szkoły Baletowej, który po tragicznym wydarzeniu znalazł się w śpiączce. Prowadzi też autorskie sesje fototerapii – są to spotkania z kobietami „po przejściach", które wieńczone są sesjami fotograficznymi.
W ten sposób pomaga kobietom, które przeżyły różne życiowe dramaty i trudne sytuacje,
odzyskać pewność siebie, nabrać przekonania o własnej wartości.
ZB 45 | 12.11.2013 | Życie miasta, Marcin Hałaś ŻYCIE BYTOMSKIE
Sztuka aktu i fotografia otwierają drzwi do niezwykłej podróży — zanurzenia się w głąb siebie niczym Alicja w krainie czarów, gdzie czas przestaje istnieć, a każdy fałd skóry, każda zmarszczka staje się świadectwem życia, nie sądem o pięknie czy brzydocie.
To przestrzeń, gdzie światło i cień splatają się, odsłaniając to, co najprawdziwsze
— kobiecość, która przetrwała nie tylko burze świata zewnętrznego, ale też psychiczne lęki i walkę z uzależnieniem od opinii innych. Choroby, które kiedyś zdawały się ją łamać, dziś nadały jej nowy sens i siłę. Dzieci, które nosił pofałdowany brzuch
— teraz dumny z każdej blizny i każdej historii, którą opowiada.
Masz w sobie dumę — dumę z ciała, które jest świadectwem twojej drogi, twojej wytrwałości i miłości. Starość nie jest końcem, lecz pięknem,
które dopiero zaczyna się doceniać, a dążenie, by zestarzeć się z godnością i siłą, staje się najwyższym aktem szacunku wobec samej siebie.
W tej ciszy światła i cienia odnajdujesz swoją prawdę. Każdy oddech to wyzwolenie, każdy ruch — manifest odwagi i pełni bycia sobą. Nie wracasz
do przeszłości — odradzasz się jako kobieta, która nie potrzebuje niczyjej zgody, by istnieć w pełni. Pozwól sobie na tę podróż.
Zanurz się w światło i cień. Odnajdź siebie w akcie prawdy—i rozkwitnij, bo twoja kobiecość jest wolna, niepokonana i bez granic.
Veroniq Zafon vel Weronika Bocewicz fragment wypowiedzi autorki
do książki pt. "Hanyski" Beaty Znamirowskiej-Soczawy
Pozowanie do własnego aktu
to moment spotkania ze sobą- prawdziwego, nieucieczkowego.
To akt odwagi, wewnętrznej gotowości, ale też tęsknoty za czymś, co od dawna dojrzewało w ciszy. Potrzeba zmiany nie zawsze przychodzi gwałtownie
— czasem jest jak szept, który w końcu staje się głosem nie do zignorowania. Rozebranie się przed obiektywem to nie tylko odsłonięcie ciała, lecz przede wszystkim myśli, lęków, marzeń. W tym geście nie ma próżności — jest za to pragnienie, by zobaczyć siebie inaczej. Może po raz pierwszy — bez masek,
ról, oczekiwań. Bywa, że wystarczy jeden błysk, jedno spojrzenie — by coś w środku pękło, ale nie z bólu, tylko z ulgi. I nagle pojawia się światło.
Nowa myśl. Ziarno zmiany. To nie jest historia o zdjęciach. To historia o kobiecie, która w końcu postanowiła być dla siebie ważna.
Pozowanie do własnego aktu jest wyzwalające, przełomowe, pozwala na siebie spojrzeć inaczej. Często całościowo pozwala odnaleźć swoją godność,
nabyć szacunku do swojego ciała. Nie tylko na podstawie swojego wyglądu, ale jest to czas na odświeżenie swoich starych zalet i odkrycie nowych (...).
Fotografia jest właśnie takim magicznym lustrem, jest to moment, w którym zostaje się uwiecznionym. Rejestruje się być może moment, w którym chcemy spoglądać nie tylko na swój wizerunek i go uwiecznić, ale zadbać o swoje wnętrze i zaprzyjaźnić się z nim. Poznać jego duchowy stan, ustalić
jego potrzeby. Na wykonanych przeze mnie zdjęciach nie ma erotyki zabarwionej obietnicą spełnienia. Cenię sobie ich tajemniczość
i łagodność, czasem smutek, nieśmiałe pragnienia i ból. Nie stygmatyzuję kobiet, nie ośmieszam, nie daję im ról "wampów" (...).
Wsłuchuję się w pragnienia kobiet i próbujmy razem po prostu to wszystko uruchomić.
Sesja jest takim pomostem, dzięki któremu można bezpiecznie przejść do rzeczywistej realizacji swoich marzeń. Jest iskrą, która wyzwala
w nas działanie, jednym słowem - pomaga. Piękna fotografia nie jest lekiem na całe zło, ale coś jest w niej niesamowitego, kojącego, uszczęśliwiającego.
Daje poczucie trzymania w swoich rękach czasu i uczy wykorzystywania go. Efekty sesji można przełożyć na każdą dziedzinę swojego życia. Sesja uczy śmiałości, odwagi, rejestruje się na niej efekt świadomego działania. Wtedy możemy zobaczyć siebie przed i po. Tak jak w lustrze dziś i za kilka lat.
Daje to do myślenia (...). Kobiety są obecnie bombardowane standardami piękna, kultem młodości i szczupłości. To zaczyna przypominać zbiorową obsesję (...). Poddawanie się modzie to krzywdzenie siebie Moje modelki, które są baletnicami czy gimnastyczkami,
są młode i naturalne. Na moich fotografiach nie ma graficznie wykreowanych kobiet, są one piękne, bo są charakterystyczne, zachowują swoje rysy twarzy. One nie gwałcą swojej naturalności, nie wciskają się w standardy konwencji medycyny estetycznej, która może przecież zaczekać. Uprawiają sport i dbają o siebie z racji wykonywanego zawodu (...). Ale to nie boginie, to kobiety z krwi i z kości.
Ich wizerunek to efekt ogromnej pracy związanej z wyrzeczeniami i systematycznością w ćwiczeniach. One nie sięgają po skalpel i igłę
w młodym wieku. Cenię sobie ich naturalność i wyrobioną siłę woli oraz ducha walki.
To napędza mnie do tego, by tworzyć fotografie z pewnym przesłaniem. To takie "wojowniczki w pointach", których siła sprawia, że tęskni się i chce
za nimi podążać. Ich szlachetne cechy mają nas mobilizować do pracy nad sobą. Ich oblicza można traktować jako ideały piękna.
Ich i moim przesłaniem jest to, że kiedy jesteśmy młode i kiedy ta młodość przemija, należy dbać o to, co dostałyśmy od Boga.
Tak długo, jak potrafimy i możemy sobie na to pozwolić. O swoją naturalność, oryginalność, wnętrze, charakter i siłę. By nie poddawać się złudnym reklamom i mitom, stereotypom, okładkom. Przecież nikt z nas nie chce być klonem innej. By pozostać wyjątkowymi
w swoim rodzaju, silnymi wiarą w swoje możliwości i siłą fizyczną. Kobiety mają teraz tyle ról do odegrania, często czują
się zagubione lub zwyczajnie nie mają siły. Potrzebują też rozmów i wsparcia, dobrego słowa, przytulenia i zrozumienia. Tak samo mężczyźni. Fotografia aktu stała się popularna, bo jesteśmy poszukiwaczami piękna.
Zawsze nimi pozostaniemy (...).
Dla niektórych ten moment może stać się impulsem do zmiany. Dla innych — świętowaniem tego,
kim już są. Czasem to przełom, czasem cicha celebracja. Zawsze jednak jest to chwila prawdy. Sztuka aktu nie sprowadza się do nagości. To poezja ciała,
w której każde spojrzenie, gest i linia mają swoje znaczenie. To subtelna gra pomiędzy tym, co widzialne, a tym, co pozostaje ukryte. Między światłem
a cieniem toczy się cichy dialog — intymny, niedosłowny, prawdziwy. Akt człowieka to tajemnica. Od zawsze tkwi w niej napięcie między odkryciem
a milczeniem. I właśnie dlatego ta tajemnica nigdy się nie wyczerpuje. Akt człowieka jest wielką tajemnicą tych dwóch i nigdy nie będzie inaczej.
KOPIOWANIE I PRZETWARZANIE OBRAZÓW
JEST CHRONIONE PRAWEM AUTORSKIM
VERONIQ ZAFON
VEL WERONIKA BOCEWICZ
Email: kickinside1@gmail.com
tel: +48 577 194 171
BYTOM 41-907