W swojej autobiograficznej książce-albumie 40 years of photography wybitny francuski fotografik Jeanloup Sieff pyta: „Czy fotografia jest sztuką?”
i odpowiada: „Nie!
Nie jest.
Ale Kertesz jest artystą”.
W tej prowokacyjnej odpowiedzi kryje się logiczna prawda, że samo medium, które człowiek wybrał,
by wyrazić swoje emocje, myśli
i instynkty, sztuką
być nie może, niezależnie od tego,
czy pracuje
on w materii języka, dźwięku, obrazu
czy jakiejkolwiek innej. Sztuka pojawia się dopiero wtedy, gdy relacja z rzeczywistości zostaje zastąpiona kreacją, czyli dodaniem do istniejącej rzeczywistości czegoś nowego, nieistniejącego
lub stworzeniem rzeczywistości nowej, zmyśleniem prowokującym intelektualno-emocjonalną
grę z odbiorcą. Trudne
to więc zadanie, szczególnie
w czystej fotografii, z zasady rejestrującej w miarę precyzyjnie
to, co jest,
a nie to, co mogłoby być. Jednak należy pamiętać
też o tym, że fotografia w rękach prawdziwego twórcy nie jest przekaźnikiem obrazów rzeczywistości, stwarza
do niej dystans, pojawia się w niej odmienne
od dotychczas znanego doświadczenie wizualne.
W rękach artysty medium
to staje się nie celem, ale środkiem do niego, drogą poszukiwania jeśli nie uniwersalnych prawd (w sferze obrazu to arcytrudne zadanie)
to przynajmniej sposobem do ujawnienia bogactwa wyobraźni,
do zbudowania nowych form
z elementów realnego świata, wyzwolenia składników kompozycji z pospolitej komunikacyjnej roli.
W fotografii aktu i krajobrazu realizacja powyższych celów jest niełatwa, co wynika
z silnie zakorzenionych reguł
i pospolitych norm estetycznych, według których ciało
i krajobraz muszą być piękne,
by można je zaliczyć do sztuki. Tylko czy sztuki? Raczej
do kiczu, bo gdy realistycznie ukazane śliczne ciało lub cudowny pejzaż stają się istotą obrazu,
a nie pretekstem do konstrukcji formy, to w przypadku
tak banalnych tematów można mówić wyłącznie
o kiczu. A co to jest piękno?
Czy to wartość subiektywna,
jak chce tego św. Tomasz
z Akwinu, czy uniwersalna?
Nie mniej ważne jest też pytanie, czy to, co widzimy na fotografii jest piękne i dlatego
nas porusza,
czy też sama fotografia jest doskonała dzięki wkładowi umysłu artysty? Piękno przedmiotu
i piękno jego obrazu
to dwie różne rzeczy. Przygotowane do komercyjnego kalendarza na 2011 rok prace Veroniq Zafon z cyklu Akt i taniec to przykład uzasadnionego buntu artystki przeciwko zasadom ustanowionym przez artystyczny proletariat, dla którego ciało
to zaledwie obiekt erotyczny a jego zobrazowanie
ma schlebiać pospolitym gustom
i zaspokajać prymitywne instynkty. Na fotografiach Zafon zewnętrzna powłoka modelki
– chociaż niewątpliwie atrakcyjna – przestaje
być zwykłym przedmiotem pożądania
czy w najlepszym przypadku estetycznej kontemplacji,
staje się natomiast równorzędnym
z innymi elementem konstrukcji obrazu. Jest to czysty przykład dyfuzjonizmu fotograficznego, czyli połączenia przeciwstawnych sobie składników
w nową całość, autonomiczny
byt, który
nie jest nosicielem tradycyjnych przedmiotowych treści.
Ta synteza sprzecznych wizualnie
ze sobą „mas kompozycyjnych”,
jak to nazywał Witkacy, skuteczne oderwanie przez Zafon fotografowanych obiektów
od ich dotychczasowych życiowych znaczeń, nadało kompozycjom
z ciała, maszyn, urządzeń i ich części znaczenia subiektywne a rzeczom często zdegradowanym, porzuconym, estetycznie uśmierconym, wartość równą wytworom artystycznym. Nastąpiła zamiana profanum w sacrum,
co udaje się nie wszystkim tym, którzy mierzą
się z artystycznym tworzywem,
a już szczególnie rzadko udaje
się to fotografom. Veroniq Zafon dzięki wyobraźni, dyscyplinie formalnej, warsztatowej precyzji
a także humorowi, udało
się stworzyć dzieła sztuki – sztuki nie tylko
o charakterze kontemplacyjnym,
ale tej wyższej, aktywizującej skojarzenia, emocje, prowokującej odbiorcę
do intelektualnej gry i – co istotne dla fotografii sensu stricto – pozbawionej trywialności cyfrowych udziwnień i ingerencji. Czy fotografia jest sztuką?
Nie. Nie jest. Ale Veroniq Zafon
z pewnością jest artystką.
TOMASZ SOBIERAJ-PROZAIK, POETA, ESEISTA, KRYTYK LITERACKI, 2011
KLIKNIJ W VIDEO +18
NA PRZEKOR MATERII
Od 1963 roku w kolejnych edycjach kalendarza Pirelli występowały najpiękniejsze kobiety świata, uwieczniane przez wybitnych fotografów. Śledząc jego losy, można dostrzec zmiany zachodzące w estetyce fotografii, w traktowaniu nagości i erotyki kobiecego ciała. Każde wydanie kalendarza cieszy
się wielkim zainteresowaniem, choć kupić
go niemożna.
Jest ekskluzywnym prezentem,wręczanym przez firmę wybranym osobom, a pierwszy egzemplarz tradycyjnie ofiarowywany jest brytyjskiej królowej. Niedawno polskim odpowiednikiem kalendarza Pirelli okrzyknięto wydawnictwo firmy Olmet - dużego śląskiego przedsiębiorstwa, zajmującego
się skupem i przeróbką złomu, recyklingiem oraz wyburzeniami
i rozbiórkami. Do współpracy przy wykonaniu trzech kolejnych edycji kalendarza, zaproszono bytomską foto-grafkę, występującą
pod obcojęzycznie brzmiącym pseudonimem Veroniq Zafon. Wykonując fotografie
do kalendarza, połączyła ona swoje zamiłowanie
do przedstawiania ciał tancerek
z tematyką zużytej, metalowej materii. W ten sposób powstały trzy cykle prac „Materia
nie Złomnie piękna”, „Materia nieZŁOMnie inspirująca” oraz „Materia nieZŁOMna” nagrodzone
II miejscem w konkursach Playboy „Fotoerotica”oraz w Międzynarodowym Konkursie Kalendarzy Vidical
i wyróżnieniem przyznanym przez Viva! Photo Awards. Kilkadziesiąt fotografii z tych cykli można było oglądać niedawno w Galerii „Jasna” Powiatowej
i Miejskiej Biblioteki Publicznej
w Rybniku.Veroniq Zafon urodziła się w 1975 r.
w Bytomiu. Zajmuje się czarno-białą fotografią. Tematyka jej prac oscyluje wokół kobiecego aktu. Najbardziej znane cykle prac ukazują piękne, giętkie ciała tancerek. Świat tańca - specyficznego ruchu
i gestu - jest od dawna dla fotograf-ki największą inspiracją. Widzimy kobiety przybierające wysublimowane, pełne wdzięku pozy. Taneczne, rodem
z baletowej choreografii układy, odbierają modelkom
ich materialność, przeczą grawitacji. Odnosi się wrażenie,
iż Veroniq Zafon nie fotografuje konkretnej osoby,
ale próbuje ukazać samą ideę kobiecego ciała, zobrazować esencję jego piękna. ...cudowna harmonia: piękno i doskonałość ciała oraz doskonałość i piękno duszy...
bo harmonia i piękno istnieją poza czasem...
-tak pisze o tych fotografiach Krzysztof Łapka. Odcienie szarości
i mocna gra światło-cienia dopełniają iluzji. Wydobywają „bryłę”, podkreślają „konstrukcję”ciała, tak jakby
nie należało ono do realnej osoby,
a było posągiem, rzeźbą - materią pokonującą czas.
W pracach wykonanych
do kolejnych edycji kalendarza Olmet, Zafon połączyła swój sposób ukazywania aktu
ze zużytą, poddaną działaniu czasu, zawartością złomowiska.
To odważne zestawienie zaowocowało ciekawym cyklem
o silnie estetycznej,
ale też wanitatywnej wymowie.
W pierwszej edycji kalendarza(2011) opublikowano fotografie ukazu-Kiedy 50 lat temu, brytyjska spółka produkująca opony, wpadła na pomysł wydania ekskluzywnego kalendarza, nikt
nie przypuszczał, iż stanie
się on rozchwytywanym przez kolekcjonerów, ważnym wydawnictwem w historii fotografii.
Na przekór materii, modelki
w zestawieniu z różnymi elementami starych maszyn, które przetransportowano
do fotograficznego studia.
Na szarym, płaskim tle Zafon zakomponowała układy złożone
z ciał i zużytych przedmiotów. Wygimnastykowane modelki wykonują taneczne pozy przy łańcuchach, kratownicach, stalowych kołach
a nawet szynach kolejowych
i żeliwnej wannie. Precyzyjne zestawienie ze sobą poszczególnych elementów fotograficznego obrazu daje w efekcie kompozycje, którymi rządzi harmonia. Fotografie do drugiego kalendarza(2012) również wykonane zostały w studiu przy kontrastowym oświetleniu, neutralnym tle, ale tym razem kadr skierowany został na detal. Zafon fotografowała kobiece ciała przybrane w biżuterię wykonaną
ze złomu. Rurki, śruby i inne „metalowe resztki”, porysowane, ciężkie, toporne, kontrastowały
z linią i delikatną strukturą skóry modelek.Trzeci kalendarz (2013) ukazuje kobiety - tancerki
w plenerze, na tle zużytych maszyn, czekających
w kolejce na rozbiórkę. Nierealnie wyglądają wygimnastykowane, piękne ciała
w dziennym świetle. Jasne, kobiece sylwetki odcinają się wyraźną linią
od kłębowisk ciemnych drutów
i resztek maszyn wypełniających
po brzegi każdy kadr. To właśnie
ten najnowszy cykl prac wydaje
się być najciekawszy. Wyjście poza studio „okroiło” fotografie
z nadmiernej estetyki, dodało obrazom surowości i wizualnej prawdy. Ogromne koła
z szybów kopalnianych, wagoniki, fragment górniczego kombajnu, liny
do wyciągania węgla, stalowe przenośniki są tutaj ekspresyjnymi tak samo ważnym jak ciała modelek, elementem kompozycji. Nawiązują
też do śląskiego przemysłu,
co jest istotne dla zleceniodawców kalendarza.
Jak opowiada w jednym
z wywiadów Veroniq Zafon: Kalendarz ma nie tylko walory estetyczne, ale kiedyś może posłużyć
za dokument, swego rodzaju świadectwo o ewolucji zawodu górnika. Opowiada
o rzeczach, które kiedyś były wykorzystywane
w kopalniach, a dziś kończą swoje życie
na złomowiskach. Pytana dalej
o sens tego typu zestawienia potwierdza wanitatywne odczucia, które wzbudzają fotografie mówiąc,
iż materia ciała
jest dla niej taką samą materią
jak materia metalu, podlega tym samym procesom starzenia, degradacji.
To umieranie jest
dla niej procesem, nic nie przepada na zawsze, zmienia jedynie swój stan.Dzięki takiemu podejściu
do tematu powstały fotografie
o subtelnym, erotycznym przekazie, wolne od wulgarności i tandety,
co wydaje się prawie niemożliwe przy tak kontrastowym zestawieniu. Zdjęcia są dobrze skomponowane, perfekcyjne warsztatowo.
Veroniq Zafon wypowiada
się też na inne sposoby.
Jest na przykład autorką scenariusza
do tanecznego
przedstawienia Olena i czarny
kot. Spektakl opowiada o samotnej dziewczynie,
w której życiu pojawia się nagle czarny
kot, wypełniając pustkę,
ale równocześnie bawiąc
się jej kosztem i niszcząc dotychczasowy świat bohaterki. Temat jest tu tylko pretekstem
dla teatru ruchu, gestu i światła. Przedstawienie wykonane
w Elektrociepłowni Szombierki
w 2010 roku zyskało uznanie.
Tym bardziej
iż cel przedstawienia
był charytatywny - uzyskane
za jego pomocą fundusze, połączone z pieniędzmi
z licytacji fotografii artystki, przekazane zostały
na rzecz leczenia tancerza znajdującego
się w powypadkowej śpiączce. Kolejną, interesującą działalnością Zafon
jest fotografowanie kobiet
„po przejściach”, które same przychodzą do niej, prosząco sesję zdjęciową. Niektóre z nich stoczyły walkę z ciężkimi chorobami, inne znajdują
się w trudnym dla siebie momencie życia (rozwód, śmierć bliskich itd.). Z jakiegoś powodu odczuwają potrzebę obnażenia
się i pogodzenia z własnym ciałem. Zafon fotografuje je tak, aby ukazać ich piękno
i pomóc im w samoakceptacji. Droga artystyczna Veroniq Zafon niebyła łatwa, jednak konsekwentnie wypracowywała sobie swój rozpoznawalny styl. Wysiłek się opłacił. Pozostaje czekać na kolejne edycje „polskiego kalendarza Pirelli” oraz obserwować,
w którą stronę fotografka skieruje oko swojego obiektywu w przyszłości. Jak sama pisze: Najcenniejszą rzeczą jest dla mnie wolność tworzenia
ze swojego wnętrza. Najcudowniejszymi w fotografii prostota i emocje. (...) Najdoskonalej jest, gdy można
je odczuwać patrząc na gotowy obraz.To interesująca zapowiedź
jej dalszych poszukiwań.
MARIA RUDAWSKA "ŚLĄSK"
[dostęp do strony [https://sbc.org.pl/Content/95069/PDF/iii351674-2013-11.pdf]
Zapraszam do kontaktu osoby zainteresowane mecenatem
nad moją twórczością.
jesteś baletnicą, tancerką, muzykiem, napisz.
KOPIOWANIE I PRZETWARZANIE OBRAZÓW JEST ZABRONIONE
I CHRONIONE PRAWEM AUTORSKIM. REGULAMIN STRONY | POLITYKA PRYWATNOŚCI | KONTAKT.