Veroniq Zafon- pseudonim, który skrywa  historię fotografii w estetyce sepii

07 lipca 2010

Podwójne życie Weroniki

 

(...) Pseudonim wzięła od nazwiska hiszpańskiego pisarza Carlosa Louisa Zafona, autora głośnej wówczas książki "Cień wiatru". W Polsce ukazała
się ona z okładką w sepii. - To była moja estetyka, więc mój pierwszy profil nazwałam Zafon
i tak już zostało - mówi. Kolorowa fotografia nigdy nie była
jej światem. Z sepii przeszła
do fotografii czarno białej. Niektórzy mówią,
że to technika szlachetna
i ascetyczna zarazem: autor

ma do dyspozycji tylko czerń i biel.
W rzeczywistości jest pomiędzy cała paleta odcieni szarości.

 

Taniec i akt

(...) Zafon fotografuje tancerki
i tancerzy, ale także osoby uprawiające gimnastykę sportową. W 2011 roku zdobyła II nagrodę
w Polsce na konkursie "Fotoerotica" organizowanym przez magazyn "Playboy". Ale kiedy prezentuje ciało swoich modelek - interesuje
ją estetyka,
nie erotyka. Pokazuje ciała
w jakimś sensie perfekcyjne

w gibkości, zręczności, kształcie. Przez 8 lat tworzyła cykl fotografii
"Akt i taniec". Również kilka

lat pracowała
nad kolejnym cyklem zatytułowanym World in point shoes" ("Świat na ponitach"),

w ramach którego fotografowała przyjeżdżających do Bytomia tancerzy. Robiła im zdjęcia

w nieoczywistych miejscach,
np. na pokopalnianych hałdach. 
To zresztą
nie koniec jej aktywności. Fotografowała także bytomski krajobraz postindustrialny, czego owocem był album wydany przez BPK. Jest autorką zdjęć
do książki "Balet, który niszczy" oraz jedną z bohaterek reporterskiej książki Beaty Znamirowskiej-Soczawy "Hanyski, czyli Śląskie babcie i wnuczki".

 

Artystka doceniona

Zafon jest artystką docenioną.

W 2013 roku otrzymała Muzę, czyli nagrodę prezydenta Bytomia w dziedzinie kultury. Została również Bytomianką Roku 2013.
W 2019 roku
w Operze Śląskiej zaprezentowano wystawę jej prac pt. "Motyw tańca

i muzyki".
W ostatnich latach tych ekspozycji było nieco mniej. Powód? Zafon, (...)  odbyła studia
z historii sztuki. - Uznałam, że jeżeli chcę się nadal rozwijać jako artystka, to takie studia, pogłębiające patrzenie na sztukę, bardzo mi pomogą - mówi Zafon.
- Poza tym historia sztuki

to pasjonująca dziedzina.
Ale artystycznie wciąż jest aktywna. Powróciła do projektu artystycznego kalendarza

z portretami kobiet - bytomianek. Pierwszy taki kalendarz zrealizowała w 2015 roku z okazji jubileuszu 10-lecia Ligi Kobiet Nieobojętnych. Teraz
do zadania podeszła na nowo,
a swoje modelki "zaciągnęła"
m.in. na dachy i tarasy budynków
w naszym mieście. Wszystko oczywiście w stylu Zafon: czarno-białe. Ciągle pracuje, właśnie stoi przed perspektywą powrotu
do kolejnego ciekawego projektu.

 

Marcin Hałaś ŻYCIE BYTOMSKIE

 

(...) Dlaczego kryjesz się pod pseudonimem Veroniq  Zafon?

 

Z pseudonimem Veroniq Zafon zaczęłam identyfikować

się w bardzo ważnym etapie mojego życia. Podjęłam ryzyko, wyzwanie pomiędzy byciem wobec siebie szczerą i szczęśliwą a okazaniem słabości i podporządkowaniem się światu, w którym nie mogłam do końca odnaleźć siebie i szczęścia.


Fotografia pozwala

mi na szczerość i bycie sobą.

 

Kiedy i jak rozpoczęła
się Twoja przygoda

z fotografią?

Fotografowałam od 18 roku życia. Na początku były to pejzaże.
Nic konkretnego. Raczej fotografowałam nieświadomie.
Z biegiem czasu zauważyłam,
że ważny jest dla mnie obraz. Uwielbiałam oglądać
w księgarniach albumy Zdzisława Beksińskiego, Borisa Vallejo, Salvadora Dali, impresjonistów. Ważny
stał się dla mnie film. Kadry

i kompozycje. Pamiętam,
że fascynowały mnie czarno-białe filmy Jima Jarmuscha. Dzisiaj doszły dobre polskie filmy Kieślowskiego, Kolskiego i kino Almodovara.

 

Czy jest to wrodzony talent,
czy również efekt szkolenia
i ciężkiej pracy?

Mogę tylko mówić o sobie o tym czego doświadczyłam. Swego czasu korespondowałam
z fotografem Jerzym Kośnikiem, któremu wysyłałam swoje fotografie do oceny. To pan Kośnik zwracał
mi uwagę na kompozycję i kadr. Jego wskazówki zawsze były cenne. Jestem jednak przekonana,
że talent i wrażliwość
są najważniejsze. A opanowanie techniki obsługi aparatu nie jest skomplikowane.
Za to wrażliwości nie da się nauczyć
jeśli się jej nie ma. O talent trzeba ciągle dbać, eksperymentować, poszukiwać i ciężko pracować,
nie przestawać pomimo trudności
i mieć w sobie wiele pokory. Czasem brak możliwości daje wiele możliwości. Przede wszystkim trzeba mieć dystans
do krytyki
i konsekwentnie dążyć do obranego celu. Nikt nie mówi, że jest łatwo, ale właśnie
o to chodzi. Żeby nie było za łatwo. Myślę że obranie sobie swoich mistrzów w fotografii, podążanie

za nimi to właściwa droga. Zawsze, gdy z niej zejdziesz możesz łatwo wrócić
do właściwej idei, która cię wzrusza i prowadzi
w poszukiwaniu własnego stylu. Zdobywanie warsztatu to proces długotrwały i towarzyszy
mu ciężka praca przez lata. Myślę,
że każdy fotografujący powinien sobie dać kilka dobrych
lat na rozwój i naukę.

 

Skąd pomysł na fotografowanie kobiecych aktów w tańcu?

Akt jest poszukiwaniem idealnej formy ciała zaś taniec ułatwia
to poszukiwanie. Osoby, które mają predyspozycje do pracy na scenie nie krępują

się wyrażania emocji i gestów. Potrafią odtworzyć taki rodzaj emocji, o którym rozmawiam
na sesji. Dodatkowo świadomość swojego ciała, przez efekt wieloletnich ćwiczeń, pozwala
na panowanie nad

nim. Nad ekspresją, mięśni, ścięgien. Każdy ruch obrazuje, emocjonalność
ze środka lub do środka.

Jest nośnikiem energii, napięcia, które przechodzi
na widza, co jest ważne w mojej fotografii. Z takiej cielesnej materii można wyrzeźbić każdą ideę,

o której się pomyśli. Chciałam stworzyć w swojej fotografii uniwersalny rodzaj języka. Myślę,
że ten „emocjonalny” język można odbierać intuicyjnie, ponieważ każdy z nas posiada cielesność,
z którą ma do czynienia osobiście. Jest to świat ukrytych pragnień, emocji, potrzeb, marzeń, zmysłów

i tego co daje życiu smak i zapach bez zakłamania.
Te stany emocjonalne wyraża taniec
a akt artystyczny jest dopełnieniem w jego idealnej formie.

 

Czy fotografujesz też inne sytuacje i płeć przeciwną?

Zdarza się że fotografuję również tancerzy. Jeśli chodzi o fotografię staram się specjalizować w fotografii aktu artystycznego. Przede wszystkim chcę być dostępna
dla zwyczajnych kobiet, które

nie mają do czynienia
z pozowaniem. Marząc o zdjęciach dla siebie
lub ukochanej osoby, przychodzą
na sesje. Kobiety
te są w różnym wieku. Przychodzą
i opowiadają swoje historie, jedne
są szczęśliwe drugie nie. Jedne szukają swojej kobiecości na nowo, a inne chcą jej doświadczać świadomie. Akt stał się czymś więcej niż samą fotografią aktu. Dla kobiet
jest to wielkie przeżycie

i doświadczenie. Sesje często spełniają rolę fototerapii. Pozwolę sobie stwierdzić fakt, że kobiety dodatkowo obnażają się często
ze swoich dusz i to sprawia,
że naprawdę są piękne. Przychodzą kobiety po ciążach,
po wypadkach, po operacjach
i te młode bez skazy. Przez takie obcowanie z ludźmi, fotografia aktu jest dla mnie za każdym razem „inną opowieścią”, kobiet pięknych
i przede wszystkim „fotografią emocjonalną człowieka”.

 

Czy miałaś kiedyś do czynienia z tańcem? Skąd ta fascynacja?

Moją inspiracją odkąd pamiętam jest Kate Bush wszechstronnie uzdolniona artystka, wokalistka
i tancerka. Wydała płytę
pod tytułem The red shoes.
Ujął mnie magiczny teledysk
z czerwonymi pointami.
Są magiczne, piękne, zmysłowe. Połączyłam klasyczny
akt z pointami,
aby stał się rozpoznawalny
dla mojej fotografii, ponieważ
ta idea gdzieś głęboko
w mojej duszy współgra. Uwielbiam pointy.
Mam w domu malutką parę point.

 

Jesteś wszechstronnie uzdolniona. Napisałaś scenariusz do spektaklu „Olena i czarny kot”.
Jak narodził się pomysł na takie przedsięwzięcie?
Wystawiając wcześniej fotografię aktu
z tancerkami często myślałam
o sposobie dopełnienia tych aktów inną formą sztuki którą jest taniec (...).

 

BARBARA JENDRZEJCZYK- źródło: tygodnik Życie Siemianowic | 14.07.2010

 

 

 

 

KOPIOWANIE I PRZETWARZANIE OBRAZÓW
JEST CHRONIONE PRAWEM AUTORSKIM

VERONIQ  ZAFON
VEL WERONIKA BOCEWICZ

Email: kickinside1@gmail.com

tel: +48 577 194 171

BYTOM 41-907